Zwyczajne, święte życie

Świecka nauczycielka, która żyła duchem kontemplacji, prowadząc jednocześnie aktywne życie zawodowe pokazuje, że współczesna kobieta może wnieść swój cenny i niepowtarzalny wkład w rozwój społeczeństwa.

Biografia

Guadalupe Ortiz de Landázuri przyszła na świat 12 grudnia 1916 roku w Madrycie, w święto Matki Bożej z Guadalupe, w głęboko wierzącej rodzinie jako najmłodsza spośród trzech braci. Zdecydowała się studiować chemię, co w tamtych czasach było rzadkością wśród kobiet. Studia dokończyła ze świetnymi wynikami już po wojnie domowej, która przetoczyła się przez Hiszpanię w latach 1936-39. W czasie wojny komuniści rozstrzelali jej ojca. Podczas ostatniej nocy przed wykonaniem wyroku towarzyszyła tacie, „swoim spokojem dodając sił mojej mamie i mnie”, jak wspominał jej brat Eduardo. Guadalupe miała wtedy 20 lat.

Po studiach udzielała korepetycji, aby pomóc w utrzymaniu rodziny. Poprzez znajomego, któremu zwierzyła się, że chciałaby porozmawiać z jakimś kapłanem, trafiła do młodego księdza Josemaríi Escrivy, który od 1928 roku z natchnienia Bożego głosił, że codzienne życie zwyczajnych ludzi może być drogą do świętości, co później podkreślił Sobór Watykański II. Zapytała wprost: „Co mam zrobić z moim życiem?” Ksiądz Escrivá pomógł jej odkryć, że codzienność wypełniona pracą zawodową jest miejscem spotkania z Bogiem. Guadalupe wspominała: „Wyraźnie odczuwałam, że Bóg mówił do mnie poprzez tego kapłana”.

Po upływie dwóch miesięcy zdecydowała się z pełną osobistą wolnością po odbyciu rekolekcji, że będzie służyć Bogu i innym w celibacie, pozostając osobą świecką i nie składając żadnych ślubów. Taka droga, nawiązująca do czasów pierwszych chrześcijan, znowu otworzyła się przed świeckimi w ramach organizacji Opus Dei (Dzieło Boże), założonej z natchnienia Bożego przez księdza Josemaríę Escrivę, kanonizowanego przez Jana Pawła II w 2002 roku. Okoliczności życia każdego wiernego Dzieło Bożego są inne, większość zakłada rodziny. Guadalupe poświęciła się działalności apostolskiej w różnych miastach Hiszpanii: administracji pierwszych ośrodków Dzieła Bożego, kierowaniu pierwszym akademikiem dla studentek w Madrycie. Uczestniczyła również w początkach pracy apostolskiej Opus Dei w innych miastach hiszpańskich, takich jak Bilbao i Saragossa. Dzieło Boże, które zawsze cieszyło się przychylnością Stolicy Świętej, spotkało się z prześladowaniami nawet wewnątrz Kościoła, co Założyciel nazywał „sprzeciwem ze strony dobrych”. Guadalupe pewnie i ze spokojem szła drogą swojego powołania, kładąc fundamenty pod to, co już wkrótce przekroczy granice Hiszpanii, rozprzestrzeni się na cały świat i zaowocuje tysiącami powołań wśród ludzi różnych języków, zawodów i ras, którzy pragną być przyjaciółmi Boga, nie zmieniając swojego świeckiego stanu.

Mieszkając w akademiku w Madrycie, gdzie pełniła funkcję dyrektorki, Guadalupe tworzyła serdeczną, rodzinną atmosferę dzięki swojemu radosnemu usposobieniu i naturalności. Jej postawa budziła zaufanie młodych dziewcząt, dla których była niczym „druga mama”. Jednocześnie motywowała je do odpowiedzialnego traktowania życia chrześcijańskiego. Guadalupe miała autorytet, ale nie była autorytatywna.

W roku 1950 Założyciel Opus Dei poprosił Guadalupe o rozpoczęcie pracy apostolskiej w Meksyku. Guadalupe zgadza się i podejmuje to nowe wyzwanie. Jadą tam we trójkę – ona jest najstarsza, ma trzydzieści parę lat. „Miałyśmy tylko błogosławieństwo Ojca (św. Josemaríi – B.S.), miłość Boga i dobry humor” – wspominała. Guadalupe zdawała sobie sprawę, jakie trudności niesie ze sobą rozpoczynanie pracy apostolskiej w nowym kraju – bez środków, bez doświadczenia. Ufała bezgranicznie pomocy Bożej: „Dzisiaj mocno prosiłam Matkę Bożą, żeby w Meksyku można było dużo zrobić. Wiem, że początki będą ciężkie: jestem tego pewna, ale to nieistotne dla mnie” .

Już wkrótce w Meksyku powstał – z pomocą znajomych osób – pierwszy akademik dla studentek. Guadalupe szybko przystosowała się do tamtejszej kultury i mentalności, stała się Meksykanką. Dlatego używała typowo meksykańskich zwrotów (południowoamerykańska odmiana języka hiszpańskiego różni się nieco od europejskiej), zwracała się w delikatniejszy sposób do innych. Już po roku w akademiku mieszkało 30 studentek, a w rekolekcjach uczestniczyło 50. Guadalupe nie miała ani jednej wolnej chwili, oddała hojnie swój czas na organizację pracy w domu i porządki, zajmowanie się studentkami i innymi osobami, które licznie odwiedzały akademik, by uczestniczyć w formacji kulturalnej i duchowej, rozwiązywanie problemów ekonomicznych… Ale nie traciła energii i spokoju: „Nie zniechęcam się ani nie przerażam, proszę tylko o modlitwę, abym nigdy, w niczym – czy to małej, czy wielkiej rzeczy – nie przestała robić tego, co Bóg chce” – pisała do Ojca.

Guadalupe współpracowała z kobietami z Meksyku: matkami i kobietami pracującymi zawodowo poza domem, z których wiele „zaraziła” swoją silną wiarą. Brała udział w licznych inicjatywach wspierających rozwój środowisk wiejskich i niosących pomoc potrzebującym. Dzięki współpracy z biskupem jednej z diecezji, do akademika przybyło 12 nastolatek z ubogich terenów wiejskich. Dziewczęta pracowały w akademiku, ucząc się jak najlepiej wykonywać prace domowe. Oprócz tego miały lekcje teoretyczne z różnych przedmiotów, które wymagały więcej wysiłku. Guadalupe była dla nich wsparciem, pomagała odnaleźć się w zupełnie nowym otoczeniu. Kiedy pewnego razu dłużej nie było jej w domu, dziewczęta czekały na nią i widząc, że idzie ulicą zaczęły krzyczeć: „Guadalupe, jesteśmy same!”. W domu były przecież inne osoby, ale im brakowało właśnie jej… Po pobycie w akademiku dziewczęta wróciły do swoich rodzinnych wiosek, niektóre z nich stworzyły chrześcijańskie rodziny, a parę odkryło powołanie do Dzieła Bożego.

Guadalupe potrafiła rozmawiać z każdym, powtarzała „Spośród stu dusz interesuje nas sto”. Jedna z dziewcząt z akademika wspomina: „Potrafiła zawsze słuchać, rozumieć, być uprzejma i łagodna; tak samo wobec wieśniaczki, jak i studentki czy kobiety z wyższych klas społecznych”.

W 1956 roku wyjechała do Rzymu i jak się okazało potem – już miała więcej nie wrócić do Meksyku. W Rzymie nasiliły się bóle serca, które zaczęła odczuwać już w Meksyku. Przeszła operację, po której doszła do siebie. Ale jej serce nie funkcjonowało prawidłowo i miała nawroty choroby. Jednak Guadalupe nie zwracała na siebie uwagi, nie miała mentalności osoby chorej. Nadal żyła bardzo intensywnie, a choroba – którą traktowała jako kolejną okazję zbliżenia się do Boga – była niemal niezauważalna dla otoczenia.

W Rzymie Guadalupe współpracowała ze św. Josemaríą w zarządzaniu Dziełem Bożym, następnie wróciła do Hiszpanii. W Hiszpanii na nowo podjęła swoją dawną pasję – chemię, której nigdy nie zaniedbała. Uczyła chemii, fizyki, matematyki, jednocześnie przygotowując doktorat, który obroniła z najwyższą oceną i dostała nagrodę naukową. Otrzymała posadę w szkole publicznej. Jedna z jej uczennic wspomina: „Nigdy nie zapomnę tej wyjątkowej nauczycielki; była wielką osobowością i przepiękną kobietą, która ubierała się z umiarem, bez zbędnych ozdób. Była bardzo skromna; traktowała nas bardzo dobrze, ze zrozumieniem i miłością. Dlatego tworzyła wokół siebie wspaniałą atmosferę. Pamiętam, jak oddalając się od tablicy pełnej formuł chemicznych mówiła nam z zaangażowaniem, co można zrobić z kombinacjami różnych składników chemicznych, pokazywała, że to wszystko jest imponującym wyrazem różnorodności stworzenia, i kończyła słowami: „Popatrzcie jak Bóg to urządził!”. Guadalupe potrafiła połączyć profesjonalizm zawodowy z nadprzyrodzonym spojrzeniem. Praca w szkole była okazją do apostołowania. Guadalupe rozwijała działalność naukową w dziedzinie chemii stosowanej, zajmowała się materiami ogniotrwałymi i tekstyliami.

Jednocześnie ani na chwilę nie przestała pełnić odpowiedzialnych funkcji zarządzania ośrodkami Dzieła Bożego i formacji chrześcijańskiej. Pogodzenie wielu wymiarów zaangażowanej pracy było możliwe dzięki głębokiej jedności z Bogiem. „Miała wielką wiarę; całkowicie zawierzyła Bogu” – wspomina jej przyjaciółka. „Jej wiara była naprawdę teologiczna i karmiła się dłuższymi chwilami intensywnej modlitwy, wielką miłością do Eucharystii – bardzo często odwiedzała tabernakulum – i wstrętem do wszystkiego, co mogłoby obrazić Boga. Jej pobożność była oparta na solidnej znajomości doktryny chrześcijańskiej”. Inna osoba, z którą mieszkała zapamiętała ją pogrążoną w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Wyróżniała się szczególną pobożnością maryjną. Kiedy to było możliwe, odmawiała codziennie trzy części różańca.

Niestety, stan zdrowia Guadalupe pogorszał się. Lekarze zdecydowali się na poważną operację, która wiązała się ze znacznym ryzykiem. Guadalupe zdawała sobie sprawę, że może umrzeć i nie tracąc pokoju zostawiła wszystko w rękach Boga. Po operacji poczuła się lepiej, wydawało się, że wyzdrowieje. Jednak nieoczekiwanie nastąpił nawrót choroby. W ostatnią noc niemalże nie mogła oddychać. Nawet w stanie agonalnym troszczyła się o osoby, które się nią zajmowały. Powiedziała do młodej pielęgniarki Maríi: „Róbcie to, co macie robić, a ty nie martw się. Bądź spokojna, bo zrobiłaś to, co mogłaś. Będę o tobie dużo pamiętać”. Pielęgniarka była głęboko poruszona, bo takiej postawy nie widziała nigdy u żadnego pacjenta. Postanowiła zmienić swoje życie: „Wiele lat nie spowiadałam się i nie przystępowałam do żadnych praktyk pobożności. W wyniku tych zdarzeń zdecydowałam się to zmienić; zobaczyłam Guadalupe i przekonałam się, że ona miała coś, co dawało jej siły, żeby tak żyć” – wyznała pielęgniarka. Guadalupe pomogła jej już z Nieba. Zmarła 23 lipca 1975 roku w wieku 58 lat, wkrótce po śmierci Założyciela Opus Dei. Tuż przed śmiercią ucałowała krucyfiks i obrazek Matki Bożej.

W 2001 roku arcybiskup Madrytu kardynał Antonio María Rouco Varela rozpoczął proces beatyfikacyjny Guadalupe Ortiz de Landázuri. Arcybiskup stwierdził: „Życie tej służebnicy Bożej przynosi Kościołowi i społeczeństwu XXI wieku kobiecość, kompetencję zawodową i pragnienie świętości; tym wszystkim Guadalupe żyła w środku świata, niestrudzenie starając się o wszechstronny rozwój kobiety. Była zawsze całkowicie, radykalnie oddana Chrystusowi”. Kardynał podkreślił również, że Kościół i świat potrzebują świeckich świętych. Natomiast postulator procesu beatyfikacyjnego Benito Bardinas oświadczył: „Teraz, kiedy Jan Paweł II pragnie pokazać wzory świętości bliskie czasowo, uważamy, że Guadalupe jest ucieleśnieniem takiego bliskiego i przystępnego wzoru: pracowała niestrudzenie i po chrześcijańsku stawiała czoła problemom swojej epoki. Zajmowała się potrzebami wychowawczymi i duchowymi tych, wśród których żyła i czyniła to zawsze z serdecznością. Bóg był motywem wszystkich jej działań”. Etap diecezjalny procesu zamknięto 18 marca 2005 w Madrycie.

Wciąż napływają świadectwa łask otrzymanych za wstawiennictwem służebnicy Bożej; wśród nich uzdrowienie z choroby skóry i pomoc w otrzymaniu dobrej oceny studentowi, który miał problemy na uczelni przez to, że jest katolikiem. Wiele osób prywatnie powierza Bogu swoje intencje za pośrednictwem Guadalupe, wierząc w jej skuteczne wstawiennictwo.