Symbolika biblijnego opisu Stworzenia (III)

Czy człowiek jest największym szkodnikiem przyrody? Na to pytanie odpowiada Józef kard. Ratzinger.

Wiara i rozum
Opus Dei - Symbolika biblijnego opisu Stworzenia (III)

W opowieści o stworzeniu szabat przedstawiony jest jako dzień, w którym człowiek w wolności uwielbienia uczestniczy w Bożej wolności, w Bożym odpoczynku, a tym samym w Bożym pokoju. Świętowanie szabatu oznacza świętowanie przymierza. Oznacza powrót do źródła, usuniecie wszelkich nieczystości, którymi przysłoniły je nasze dzieła. Szabat oznacza zarazem wyruszenie ku nowemu światu, w którym nie będzie już niewolników i panów, a tylko wol­ne dzieci Boże — ku światu, w którym ludzie i zwierzęta będą po bratersku uczestniczyć w Bożym pokoju i Bożej wolności.

Z tej idei zostało rozwinięte Mojżeszowe prawodaw­stwo społeczne. Jego podstawa jest to, że w szabat wszyscy ludzie są równi. Zostało to rozszerzone poza cotygodniowy szabat w ten sposób, że co siedem lat przypadał rok szaba­towy, w którym ziemia i ludzie mogli odpoczywać. Kiedy siedem razy minęło siedem lat, wówczas przypadał wielki rok szabatowy, w którym trzeba było darować wszystkie długi, a wszystkie transakcje sprzedaży i kupna miały zostać odwołane. Każdy powracał do początku, a świat na nowo wychodził z Bożej ręki.

Świętowanie szabatu oznacza świętowanie przymierza. Oznacza powrót do źródła, usuniecie wszelkich nieczystości, którymi przysłoniły je nasze dzieła.

O wadze tego nakazu, którego fak­tycznie zapewne nigdy nie przestrzegano, najlepiej świadczy niewielka uwaga, którą znajdujemy w Księdze Kronik. Już w pierwszej medytacji mówiłem o cierpieniu Izraela z po­wodu wygnania, w którym Bóg niejako zaprzeczył samemu sobie, pozwalając na utrato swojego kraju, swojej świątyni, swojego uwielbienia. Również po wygnaniu zastanawiano się, dlaczego Bóg wyrządził nam coś takiego. Dlaczego taka ogromna kara, w której Bóg niejako karze samego siebie — chociaż wówczas jeszcze nie przeczuwano, że na krzyżu Bóg weźmie na siebie wszelkie kary, że pozwoli sie zranić przez swoją miłość do człowieka. Jak sie to mogło stać? Odpowiedź Księgi Kronik brzmi: Wszystkie grzechy, które wypominali Izraelowi prorocy, nie mogły być dostateczna przyczyną tak ogromnej kary. Przyczyna musi tkwić głębiej, musi sięgać samych korzeni. Księga Kronik w taki sposób opisuje te najgłębszą przyczyna wygnania: „Dokąd kraj nie wywiąże się ze swych szabatów, będzie leżał odłogiem przez cały czas swego zniszczenia, to jest przez siedemdziesiąt lat (2 Kr 36, 21).

Odrzucając rytm wolności i odpoczynku, który pochodzi od Boga, człowiek zapomniał o tym, że jest obrazem Boga, a tym samym podeptał świat.

Oznacza to, że człowiek odrzucił Boży odpoczynek, wy­tchnienie, które pochodzi od Boga, uwielbienie, które niesie pokój i wolność, a popadł w niewole działania. Poddał świat tej niewoli, a tym samym uwikłał w nią samego siebie. Dla­tego Bóg musiał mu dać szabat, którego człowiek nie chciał. Odrzucając rytm wolności i odpoczynku, który pochodzi od Boga, człowiek zapomniał o tym, że jest obrazem Boga, a tym samym podeptał świat. Dlatego musiał zostać wyrwa­ny z przywiązania do własnych dziel, dlatego Bóg na nowo skierował go ku temu, co jest jego istotą, wyzwolił go od wła­dzy działania. Operi Dei nihil praeponatur — na pierwszym miejscu znajdują sie uwielbienie, wolność i Boży odpoczy­nek. Tylko wówczas człowiek może naprawdę żyć.

Nieograniczona eksploatacja ziemi?

„Czyńcie sobie ziemia poddana”. Od jakiegoś czasu zdanie to coraz częściej staje sie okazją do krytyki chrześcijaństwa. Polece­nie, aby człowiek czynił sobie ziemie poddaną, miałoby być początkiem zgubnej drogi, której gorzki koniec właśnie się zarysowuje. To, co poprzednio pochwalaliśmy — że przez wiara w stworzenie świat został wyrwany spod wpływu bożków i stał sie rozumny, że słońce, księżyc i gwiazdy przestały być budzącymi strach wielki­mi bóstwami, a stały sie zwykłymi ciałami świecącymi, że zwierzęta i rośliny utraciły swój mityczny charakter — stało sie teraz oskarżeniem chrześcijaństwa. Zarzucono mu, że przemieniło wielkie braterskie moce świata w przedmioty użytku przeznaczone dla człowieka, tym samym skłaniając go do wykorzystywania roślin, zwierząt i sil tego świata w ideologii wzrostu, która myśli tylko o sobie i wszystko odnosi do siebie.

Polece­nie, aby człowiek czynił sobie ziemie poddaną, miałoby być początkiem zgubnej drogi, której gorzki koniec właśnie się zarysowuje.

Stwórca nakazał człowie­kowi, aby troszczył się o świat jako Boże stworzenie, szanu­jąc rytm i logikę stworzenia. W następnym rozdziale Księgi Rodzaju sens tego nakazu wyrażony jest słowami: „uprawiać i doglądać” (por. Rdz 2, 15). Chodzi w nim zatem o zrozu­mienie języka stworzenia; aby używać je do tego, do czego jest przeznaczone i powołane, a nie o to, aby je wykorzysty­wać. Wiara biblijna wymaga od człowieka, aby nie zamykał się w sobie, musi bowiem zdawać sobie sprawo z tego, że jest częścią wielkiego dala historii, które ostatecznie ma się stać ciąłem Chrystusa. W każdym ludzkim życiu powinny się spotykać i przenikać przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Dopiero w naszym czasie pojawił się ten nerwowy narcyzm, który odcina się od przeszłości i przyszłości, skupiając się wyłącznie na własnej teraźniejszości.

"Jeśli przyroda nie odpowie dobrowolnie na nasze pytania, odsłaniając swoje tajemnice, weźmiemy ją na tortury i w bolesnym przesłuchaniu wyrwiemy z niej odpowiedzi, których sarna nie chce udzielić" (Galile­usz)

Jak doszło do tych przerostów mentalności działania i panowania, które zagra­żają dzisiaj nam wszystkim? Pierwszy przebłysk nowego nastawienia znajdujemy w renesansie, na przykład u Galile­usza, który mówi: Jeśli przyroda nie odpowie dobrowolnie na nasze pytania, odsłaniając swoje tajemnice, weźmiemy ją na tortury i w bolesnym przesłuchaniu wyrwiemy z niej odpowiedzi, których sarna nie chce udzielić. Konstrukcja narzędzi naukowych jest dla niego swego rodzaju przygoto­waniem środków do tych tortur, przez które człowiek jako absolutny władca wymusza odpowiedzi, jakie chce otrzy­mać od oskarżonego.

Konkretną i kształtującą dzieje postać to nowe nastawienie przybrało oczywiście dopiero później, ostatecznie u Karola Marksa. To on powiedział człowiekowi, że nie powinien pytać o swoje pochodzenie, o swoje źródło. Pytanie to jest bezsensowne. W ten sposób chciano odsunąć na bok to pytanie rozumu dotyczące pochodzenia świata i jego projektu, gdyż stworzenie i jego wewnętrzna rozumność jest najsilniejszym i niemożliwym do zignorowania przesłaniem o Stworzycie­lu, od którego nie możemy się uwolnić. Ponieważ na pytanie o stworzenie nie możemy ostatecznie odpowiedzieć inaczej, jak tylko przez wskazanie na Ducha-Stworzyciela, dlatego teraz uznaje się je za bezsensowne. Tym, co się liczy, nie jest dane już stworzenie; to dopiero człowiek musi stworzyć rze­czywistość, która bodzie mogła się na coś przydać. Dlatego przekształcanie jest podstawowym zadaniem człowieka, postęp jest właściwą prawdą, a materia materiałem, z któ­rego człowiek tworzy świat bodący wart tego, aby w nim żyć. Ernst Bloch wyraził te idee w przerażająco zradykali­zowanej formie. Mówi, że prawdą nie jest to, co poznajemy; prawdą jest tylko przekształcanie. Prawdą jest zatem to, co zwycięża, a rzeczywistość jest „zaproszeniem do ingerencji, wprowadzeniem do ataku". Potrzebuje „konkretnego bieguna nienawiści” , który da nam energio potrzebną do przekształceń.

Karol Marks powiedział człowiekowi, że nie powinien pytać o swoje pochodzenie, o swoje źródło. Pytanie to jest bezsensowne.

Piękno nie jest zatem dla Blocha blaskiem prawdy rzeczy, lecz przebłyskiem przyszłości, ku której zmierzamy i którą sami wytwarzamy. Dlatego – mówi Bloch – katedrą przyszłości będzie laboratorium; w nowym czasie kościołami św. Marka staną się elektrownie. Wówczas nie trzeba bodzie odróżniać pomiędzy niedzielą a dniem pracy; nie bodziemy potrzebowali szabatu, gdyż człowiek bodzie swoim własnym stwórcą. Człowiek przestanie też dążyć do opanowania czy kształtowania przyrody; samą przyrodo będzie rozumiał jako przemianę.

"Katedrą przyszłości będzie laboratorium; w nowym czasie kościołami św. Marka staną się elektrownie. Wówczas nie trzeba bodzie odróżniać pomiędzy niedzielą a dniem pracy; nie bodziemy potrzebowali szabatu, gdyż człowiek bodzie swoim własnym stwórcą" (Ernst Bloch).

Problem na­szego czasu wyrażony tu został z trudną do przewyższenia jasnością. Dawniej człowiek mógł przemieniać w przyrodzie tylko niektóre rzeczy. Przyroda jako taka nie była przed­miotem, lecz założeniem jego działania. Teraz natomiast zostaje mu wydana cała przyroda, ale to oznacza zarazem, że on sam jest głęboko zagrożony. Punktem wyjścia dla tego procesu jest postawa, która widzi stworzenie jedynie jako wytwór przypadku i konieczności. Przyroda nie ma wów­czas własnych praw, nie daje żadnych wskazań. Milknie ten wewnętrzny rytm, o którym mówi nam opowieść Księgi Ro­dzaju: rytm uwielbienia, rytm historii, rytm miłości Boga do ludzi.

Prowadzi to do powstania nowego, nie mniej zgubnego nastawienia — postawy widzącej w człowieku wszystko niszczącego szkodnika, który jest prawdziwa chorobą przyrody.

Dzisiaj coraz mocniej odczuwamy zgubne skutki takiej postawy. Odczuwamy zagrożenie, które nie dotyczy dalekiej przyszłości, ale nas samych. Zanikła pokora wiary, a zarozumiałość działania poniosła porażkę. Prowadzi to do powstania nowego, nie mniej zgubnego nastawienia — postawy widzącej w człowieku wszystko niszczącego szkodnika, który jest prawdziwa chorobą przyrody. Czło­wiek przestał siebie lubić, najchętniej usunąłby samego siebie, tak aby przyroda mogła być na nowo zdrowa. W ten sposób nie naprawimy jednak świata; sprzeciwiamy się bo­wiem Stwórcy również wówczas, gdy nie chcemy człowieka, którego On chciał. W taki sposób nie uzdrowimy przyrody, lecz raczej zniszczymy siebie, a z nami również stworzenie. Zabierzemy mu nadzieję, która jest w nim, i wielkość, do której jest powołane. Prowadzi to do powstania nowego, nie mniej zgubnego nastawienia — postawy widzącej w człowieku wszystko niszczącego szkodnika, który jest prawdziwa chorobą przyrody.

Prawdzi­wie „kreatywni”, twórczy możemy być tylko wówczas, gdy pozostajemy w jedności z Creatorem, ze Stwórca świata.

Dzisiaj coraz mocniej odczuwamy zgubne skutki takiej postawy. Odczuwamy zagroż

Dlatego prawdziwym ratunkiem pozostaje droga chrześcijaństwa. Jej częścią jest przekonanie, że prawdzi­wie „kreatywni”, twórczy możemy być tylko wówczas, gdy pozostajemy w jedności z Creatorem, ze Stwórca świata. Światu możemy naprawdę służyć tylko wtedy, gdy przyjmujemy go wedle tych wskazówek, które daje nam słowo Boże. Wówczas zaś możemy go (i samych siebie) naprawdę rozwijać i prowadzić ku spełnieniu. Operi Dei nihil praepo­natur — niczego nie wolno przedkładać nad dzieło Boże, nad służbę Bogu. To zdanie jest prawdziwa zasadą zachowania stworzenia — wbrew fałszywej czci oddawanej postępowi, wbrew uwielbieniu przemiany, która niszczy człowieka, i wbrew oskarżeniu człowieka, które również prowadzi do zniszczenia stworzenia, odwodząc je od jego celu. Tyl­ko Stwórca naprawdę wyzwala człowieka i kiedy w Nim pokładamy naszą ufność, jesteśmy na drodze wyzwolenia świata, człowieka i rzeczy.

Czytaj więcej

oraz ten tekst