Msza święta, ośrodkiem i korzeniem życia wewnętrznego u świętego Josemaríi Escrivy

Taki tytuł nosi artykuł opublikowany w "Anamnesis "(nr 39, 4/2004), Biuletynie Komisji ds. kultu Bożego i dyscypliny sakramentów Episkopatu Polski.

Opus Dei

“Z głębokim szacunkiem i wiernie posłuszny wobec nakazów Kościoła Josemaría Escrivá wniósł znaczący wkład do prawidłowego zastosowania odnowy liturgicznej, o jakiej zadecydował Sobór Watykański II”, powiedział po beatyfikacji założyciela Opus Dei Kardynał Augustin Mayer, Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w trudnych czasach posoborowych. Podajemy tekst całego artykułu.

Ojciec święty Jan Paweł II w ostatniej swojej Encyklice Ecclesia de Eucharystia przypomina nam, że “tajemnica Eucharystii jest zbyt wielka, aby ktokolwiek mógł pozwalać sobie na traktowanie jej wedle osobistego osądu, nie szanując jej świętego charakteru”. Instrukcja Redemptionis Sacramentum precyzuje niektóre normy, których należy przestrzegać, aby spełnić cel wyznaczony przez papieski dokument. Inne przybliżenie do godnej celebracji Mszy świętej i do szacunku wobec Eucharystii to przykład świętych. Wśród nich św. Josemaría Escrivá to postać szczególnie bliska nam czasowo.

Po beatyfikacji Założyciela Opus Dei Kardynał Augustin Mayer powiedział o jego przywiązanie do Liturgii: “Jako dawny Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów pragnę zwrócić uwagę na wielką miłość Josemaríi Escrivy do liturgii. Z głębokim szacunkiem i wiernie posłuszny wobec nakazów Kościoła wniósł on znaczący wkład do prawidłowego zastosowania odnowy liturgicznej, o jakiej zadecydował Sobór Watykański II”. W niniejszym artykule cytujemy kilka stron książki Alvaro del Portillo, O Założycielu Opus Dei, Wyd. Księży Marianów, Warszawa 2004. Sługa Boży Alvaro del Portillo, którego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w Rzymie 5 marca tego roku, spędził u boku św. Josemaríi prawie czterdzieści lat i był jego pierwszym następcą na czele Opus Dei. Dlatego właśnie jego wypowiedzi o Założycielu stają się niezwykłym świadectwem.

Charakterystyczne sformułowanie świetego Josemaríi Escrivy: „Msza, centrum i źródło życia wewnętrznego”, zostało użyte przez Sobór Watykański II, aby wyrazić jedność życia; każdy kapłan powinien zaangażować się w dążenie do owej jedności: „Ofiara eucharystyczna pozostaje zatem ośrodkiem i korzeniem całego życia prezbitera” (dekret Presbyterorum ordinis, 14). To by wystarczyło, aby pokazać żarliwość, z jaką jego kapłańska dusza oddawała się sprawowaniu Eucharystii, ale chciałbym poznać jakiś przykład czy znaczący szczegół.

Msza święta nawet w sposób fizyczny była centrum jego dnia. Jak już to zaznaczyłem, dzielił dzień na dwie części: do południa żył obecnością Boga koncentrując się na aktach wdzięczności za odprawioną Mszę, a po odmówieniu Angelus, zaczynał przygotowywać się do Mszy w następnym dniu.

Wiele razy zwierzał mi się, że od czasu swoich święceń kapłańskich każdego dnia przygotowywał się do świętej Ofiary, tak jakby to było ostatni raz: myśl o tym, że Pan mógłby powołać go do siebie natychmiast po Mszy, mobilizowała go do angażowania w Mszę całej wiary i miłości, do jakich był zdolny. W taki sposób dobrnął do 26 czerwca 1975 roku, kiedy to sprawował swoją ostatnią Mszę świętą z wyjątkowym zapałem.

Opowiadał, że kiedy w 1920 roku przeprowadził się do Saragossy, pewnego razu, gdy przechodził przed barem o nazwie „Gambrinus”, zobaczył w nim znanego toreadora. Kilkoro dzieci otaczało tę popularną postać, a jedno z nich wykrzyknęło radośnie: „Dotknąłem go!”. Scena ta zrobiła na Ojcu duże wrażenie i często ją przywoływał, aby zachęcić nas do refleksji nad tym faktem, że przecież każdego dnia dotykamy Jezusa w Eucharystii.

Miał zwyczaj adorowania Eucharystii wyobrażając ją sobie w kościołach, które widział w oddali, czy po prostu przywołując je na pamięć; a nie przestawał zadośćuczynić, gdy usłyszał o jakimś świętokradztwie lub profanacjach. Pewnego razu, w czasie podróży do Peru w 1974 roku, pokazano mu zdjęcia miejsca, gdzie nastąpiło gigantyczne huaico, to znaczy ogromne obsunięcie ziemi, kamieni i błota. Cała osada została pogrzebana i tylko sterczał szczyt kościelnej dzwonnicy. Na zdjęciu można było zobaczyć zwierzęta, które pasły się w miejscu katastrofy, na zasypanym pod ziemią kościele. Św. Josemaría rozmyślając nad tym, że Jezus w Przenajświętszym Sakramencie został pogrzebany pod ziemią, spędził całą noc na modlitwie i adoracji.

Mógłbym bardzo długo opowiadać, w jaki sposób Założyciel Opus Dei przeżywał każdą część Mszy świętej. Wspomnę zatem tylko o dwóch momentach spośród tych, o których mi mówił przy różnych okazjach. Po Podniesieniu eucharystycznego Chleba i Krwi naszego Pana zawsze wypowiadał pewną modlitwę – odmawiał ją po cichu, ponieważ formularz Mszy jej nie przewidywał, jedynie w myśli i w sercu – z heroiczną wytrwałością przez wiele lat.

Rzeczywiście, gdy trzymał w dłoniach konsekrowaną Hostię, mówił: „Pan mój i Bóg mój”. Akt wiary świętego Tomasza Apostoła. Następnie czerpiąc natchnienie z ewangelicznego wezwania, powtarzał powoli: „Adauge nobis fidem, spem et charitatem”; prosił Pana o łaskę wzrastania w wierze, nadziei i miłości dla całego Dzieła. Zaraz potem zwracając się ku Miłości Miłosiernej, błagał słowami modlitwy, której nauczył się i rozważał w młodości, ale nigdy nie przywoływał jej w swoich kazaniach, nawet kierowanych do nas. Na przestrzeni wielu lat zaledwie czasami przytoczył jej słowa: „Ojcze Święty, przez Niepokalane Serce Maryi ofiaruję Tobie Jezusa, Twojego umiłowanego Syna, i ofiaruję samego siebie w Nim, przez Niego i z Nim, na wszystkie Jego intencje, w imieniu całego stworzenia” Potem dodawał wezwanie: „Panie, daj nam świętą czystość i gaudium cum pace (radość z pokoju), dla mnie i dla wszystkich”, myśląc oczywiście o swoich synach z Opus Dei. Wreszcie, gdy przyklękał po podniesieniu Hostii i Kielicha, wypowiadał pierwszą zwrotkę modlitwy eucharystycznej: „Adoro te devote, latens deitas” (uwielbiam Cię, z najgłębszą czcią, Boski w ukryciu) i zwracał się do Pana: „Witam na tym ołtarzu!”.

Powtarzał to wszystko nie tylko od czasu do czasu, lecz codziennie. Nigdy nie robił tego mechanicznie, ale z wielką miłością i wewnętrznym poruszeniem. Wiem, dlaczego nam to powiedział, don Javierowi Echevarría i mnie. Zwierzył się nam z tego pewnego dnia 1970 roku w Meksyku w związku z modlitwą, którą wypowiadał na głos w Sanktuarium w Guadalupe, dokąd przybył, aby wraz z innymi swoimi synami odprawić nowennę do Maryi Panny.

Jak św. Josemaría przyjął reformę liturgiczną wprowadzoną przez Sobór?

Jak zawsze wszystkie ustalenia w tej materii traktował z posłuszeństwem, wkładając w ich realizację cały wysiłek. Dzięki gorliwości swojego Założyciela, Opus Dei także w tym, co dotyczy czynności liturgicznych, stało się przykładem wierności.

Nasz Założyciel zobowiązał niektórych kapłanów Dzieła, aby podjęli się trudu przeanalizowania różnych możliwości przewidzianych przez reformę oraz by określili i wyjaśnili jak je stosować. Osobiście czuwał nad tymi pracami i zatwierdzał wyniki. W ten sposób wszyscy kapłani z Dzieła zaczynali przyswajać sobie nowe formularze mszalne, spełniając tym życzenie Ojca Świętego, aby „soborowa konstytucja o Liturgii Świętej była wprowadzana w życie w pełni i z całym zatroskaniem” (List wystosowany w imieniu Papieża do wszystkich biskupów i przełożonych kościoła, wraz z książką Jubilate Deo, 14 kwietnia 1974 roku).

Był pierwszy w posłuszeństwie nowym ustaleniom liturgicznym i czynił wiele na ogół jakiś kapłan: począwszy od lat pięćdziesiątych mieliśmy zwyczaj robić to my, don Javier Echevarría lub ja. Kiedy zostały wprowadzone zmiany w liturgii, prosił nas usilnie, abyśmy przekazywali mu wszystkie swoje spostrzeżenia, jakie nam się nasuną, by mu ten sposób pomagać nauczyć się nowego rytu. Pomimo jego dobrej woli, zdawaliśmy sobie sprawę, że to go kosztuje wiele wysiłku, ponieważ musiał zmienić zwyczaje odprawiania nabożeństwa liturgicznego, dopracowane podczas wielu lat nieustannych zmagań wypełnionych miłością Boga.

Zastanawiałem się zatem, co zrobić, aby zaoszczędzić Ojcu tego wysiłku, i napomknąłem w jego obecności, że niektórym kapłanom, nawet znacznie młodszym, udzielono zgody na to, aby nadal odprawiali Mszę świętą według rytu świętego Piusa V, czyli tak, jak robili to do tej pory. Św. Josemaría przerwał mi gwałtownie: stwierdził, że nie pragnie żadnych przywilejów, i zabronił mi składać mu podobnych propozycji. Wiedział, że kontaktowałem się z osobami, które opracowywały nowe ustalenia liturgiczne.

Jakiś czas potem spotkałem się z mons. Annibalem Bugnini, który był głównym odpowiedzialnym w tej dziedzinie, a jednocześnie był moim dobrym przyjacielem, tak że nawet zwracaliśmy się do siebie po imieniu. Rozmawialiśmy o tym, że starsi kapłani doświadczają wielu trudności w związku z wprowadzeniem nowego rytu, dlatego że zbyt długo odprawiali Mszę świętą według starych zasad. Była to sytuacja powszechnie znana. Mimochodem wspomniałem o naszym Założycielu, który wręcz przykładowo i z wielką radością poddawał się tej nowości. Bugnini odpowiedział mi na to, że Założyciel Opus Dei nie musi podejmować podobnego wysiłku, tak jak i wielu innych kapłanów, którzy otrzymali pozwolenie, by odprawiać Mszę świętą według starego rytu. Zresztą i sam mons. Bugnini przychylał się do próśb ze strony osób, które znalazły się w podobnym położeniu. I chociaż mu powiedziałem, że nasz Założyciel nie chce korzystać z żadnych przywilejów, że jest zawsze posłuszny Stolicy Świętej i że nawet zabronił mi o cokolwiek prosić, on jednak upierał się, chcąc mi dla niego udzielić pozwolenia, i wręcz nalegał, abym mu przekazał przebieg naszej rozmowy.

Wrażliwość, z jaką Założyciel zabiegał o szacunek dla liturgii i przedmiotów kultu, została wyrażona w 527 punkcie Drogi: „Owa niewiasta, która w domu Szymona trędowatego w Betanii namaściła drogim olejkiem głowę Mistrza, przypomina nam o obowiązku wielkoduszności w oddawaniu czci Bożej.

- Największe bogactwo, wspaniałość i piękno wydają mi się niedostateczne.

- Przeciwko tym, którzy krytykują bogactwo naczyń świętych, ornatów i ołtarzy, rozlega się pochwała Jezusa: opus enim bonum operata est in me – dobry uczynek spełnia względem Mnie”.

Pamiętam, że w 1959 lub w 1960 roku będąc w Londynie, oglądał w telewizji transmisję z uroczystości na dworze królewskim. Zaraz potem zauważył, jak czynił to przy różnych innych okazjach, że taka uroczystość wymaga bardzo dokładnego przygotowania. Tym bardziej, gdy chodzi o Boga Naszego Pana, ku któremu zwracamy się w się w akcie czci. Dlatego musimy przygotowywać je z miłością i z dużo większym oddaniem, jak to, które wkładają mistrzowie ceremonii na dworze królowej angielskiej.

Wyrzeczenia i ubóstwo nie przeszkadzały mu kochać piękna i ozdobności w oprawie liturgii i Bożym kulcie. To namacalny dowód jego wiary i wielkoduszności wobec Pana.

Pragnął, aby przedmioty przeznaczone do kultu były możliwie najpiękniejsze; uczył, że w tej dziedzinie ubóstwo wyraża się w ilości, a nie w jakości. Dla Ośrodków Opus Dei ustalił taką zasadę: przedmioty liturgiczne powinny być ozdobne i piękne, ale dokładnie tyle, ile potrzeba.

W 1940 roku, poruszony gorącą miłością do Pana, pomimo kłopotów, jakich wówczas doświadczaliśmy, zaczął przynosić do pracowni sztuki religijnej, bardzo znanej w Hiszpanii i poza jej granicami, kosztowności podarowane mu przez pewnych przyjaciół. Zostawił je tam, aby zrobiono z nich bardzo ozdobną monstrancję ze srebrnymi dzwoneczkami, którą pragnął ofiarować Panu. Chodziło o pracownię „Talleres de Arte Granda”, prowadzoną przez bardzo pobożnego kapłana, księdza Felixa, i jego siostrę, Cándidę Granda. Nasz Założyciel, gdy tylko otrzymał jakiś drogocenny kamień lub pierścień, który ktoś ze znajomych mu podarował, natychmiast zanosił go do tej pracowni. Czasami towarzyszyłem mu w tym. Doña Cándida rozkładała na stole czarny aksamit i wysypywała wszystko, co zdołaliśmy zebrać. Potem mówiła: „Teraz musimy znaleźć coś takiego; brakuje takiej drugiej...” Dlatego właśnie św. Josemaría często spotykał się z rodzeństwem Granda i udzielał im wielu rad na temat projektów tabernakulów i świętych naczyń. Ksiądz Feliks i doña Cándida przyjmowali je z wdzięcznością, ponieważ były to bardzo użyteczne sugestie, mające na celu przydanie piękności przedmiotom kultu. Oboje opowiadali mi, że wiele się nauczyli od naszego Założyciela. Dlatego kiedy zrezygnowali z kierowania „Talleres de Arte Granda”, powierzyli je pewnym członkom Dzieła. Założyciel zachęcał ich, aby starali się wykonywać coraz lepiej swoją pracę, stosując w praktyce słowa Pisma Świętego: „zelus domus tuae comedit me” („Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera”: Ps 69, 10).

Wielokrotnie nasz Założyciel nie mógł ofiarować Panu tego, co by chciał. Pamiętam, że w 1935 roku ubolewał, że nie może wyposażyć kaplicy w siedzibie Ferraz we wspanialsze tabernakulum. Było tam tabernakulum bardzo skromne, które pożyczyła mu matka Muratori. Nie lubił odprawiać nabożeństwa z uroczystym wystawieniem Pana Jezusa w monstrancji, która była wykonana z żelaza i nie miała większej wartości: ze srebra była tylko puszka, w której przechowywano konsekrowaną Hostię. Od tamtej pory słyszałem, jak mówił, że pragnie Panu ofiarować piękne przedmioty służące do sprawowania kultu, nawet kosztem rezygnacji z jedzenia.

Zawsze, a szczególnie w ostatnich latach swojego życia, słyszałem, jak powtarzał: „Teraz ludzie skąpią naszemu Panu wszystkiego: nie rozumiem tego. Nawet jeżeli ktoś zakochany daje w prezencie kobiecie, którą kocha, kawałek żelaza lub cementu, nie oznacza to jeszcze, że ja także mam podarować Panu trochę żelaza czy cementu, ale to, co mam najlepszego”.

Przez całe swoje życie starał się poświęcać służbie Bogu to, co miał najlepszego. Wiem, że niedługo po 1928 roku chciał zamówić kielich, który u swej podstawy miałby oprawiony drogocenny kamień, ale w taki sposób, aby nikt nie mógł go podziwiać. Chciał bowiem, aby był jak ofiara, ukryty, wyłącznie dla Pana. Kilka lat później, mieszkając już w Rzymie, zdołał mógł zrealizować to swoje pragnienie, gdy pewna dama podarowała mu szmaragd wielkich rozmiarów.

Dokładał wszelkich starań, aby co tydzień były wymieniane konsekrowane opłatki, przechowywane w tabernakulum, i ustalił tę zasadę dla wszystkich Ośrodków Dzieła, zalecając, aby roztropnie przewidywać mogące wystąpić trudności. W 1940, a może w 1941 roku mógł zobaczyć urzeczywistnienie swojego dawnego pragnienia, aby opłatki były przygotowywane w naszych domach. Chciał, aby z czasem jego dzieci zaczęli uprawiać pszenicę i winorośl potrzebne do produkcji eucharystycznych postaci. 15 stycznia 1965 roku jeszcze raz wyjaśnił ten swój stary zamiar: „Chodzi o to, aby z przytulać Boga, który rodzi się w naszych dłoniach, gdy przygotowujemy postaci, w których będzie obecny”. Słyszałem to samo 28 marca 1975 roku, kilka miesięcy przed śmiercią, kiedy mówił do grupy swoich córek.

Kiedy był jedynym kapłanem Opus Dei, osobiście dbał o czystość tabernakulów naszych Ośrodków. Miał zwyczaj czynić to co piętnaście dni przy okazji swoich wyjazdów z Madrytu. Gdy zajmował się porządkowaniem tabernakulum bez przerwy rozmawiał z Jezusem Eucharystycznym, powtarzając Mu, że wszystkie te delikatne zabiegi są dla Niego. Nas natomiast napominał: „Tabernakula traktujcie z czułą miłością!”. Kiedy już przestał się tym zajmować osobiście, uczył swoich synów kapłanów, aby wypełniali tę powinność z największą troską i aby przy jej pełnieniu wypowiadali wiele aktów strzelistych i komunii duchowych.

Już od początku ustalił, aby humerały, puryfikaterze, ręczniki były prane i prasowane za każdym razem po użyciu. To była zasada zawsze stosowana w naszych Ośrodkach na znak miłości do Boga i szacunku dla Najświętszego Sakramentu. Kardynał, który odwiedził Klinikę Uniwersytetu w Nawarze, założonego i kierowanego przez członków Opus Dei, opowiadał mi pełen podziwu, że podczas zwiedzania różnych oddziałów spostrzegł w pewnym pomieszczeniu mnóstwo kawałków białego płótna starannie poukładanych w koszyczkach. Zapytał, do czego są potrzebne: odpowiedziano mu, że są to płótna służące do mszy, które były użyte wczoraj rano, zostały wyprane, uprasowane i przygotowane na następny dzień.

Jego miłość do Eucharystii przejawiała się w wielu drobnych rzeczach, łącznie ze sposobem układania kwiatów przy tabernakulum. Mówił nam: „Kiedy układacie kwiat przed Najświętszym Sakramentem, złóżcie na nim pocałunek i powiedzcie Panu, że pragniecie, aby pocałunek został oddany, tak jak kwiaty, które oddają się więdnąc, jak lampka oliwna przed tabernakulum, która się wypala wskazując swoim światłem, gdzie jest Pan”.

Ks. dr Jan O’Dogherty